Atrakcyjność, czyli sadyzm

Szaleńcze wrzaski bólu, błaganie o litość, trzask łamanych kości i wszechobecna krew. Nic dziwnego, że tytuł kontrowersyjnej gry – wypełnionej po brzegi takimi „rewelacjami” – nie pozostawia złudzeń. Nienawiść, bo tak tłumaczy się angielskie Hatred, to coś więcej, niż tylko gra. To przede wszystkim lampka alarmowa, która zapalić się powinna już dawno przy niektórych hollywódzkich filmach akcji – choćby tych z Stevenem Seagalem.

Koncepcja gry większości graczom kojarzy się jednoznacznie. Słowem, które ciska się na usta tuż po obejrzeniu animowanej zapowiedzi tytułu, bez wątpienia jest apatia. Żadna istota ludzka nie jest warta ocalenia – grzmi groźny głos z półtoraminutowej zajawki, dodając – poślę do grobu tak wielu, ilu tylko zdołam. Chwilę później rozpoczyna się rzeź.

Tutaj każdy ginie

Masa kontrowersji, którą przyniosła niedokończona jeszcze produkcja polskiego studia – Destructive Creations – przyniosła twórcom niesamowity zastrzyk marketingowy, który najprawdopodobniej był zresztą przez ekipę planowany, mimo że sami tego wprost nie potwierdzają (jeśli chodzi o stopień reakcji). Zarzutów pod kątem producentów jest mnóstwo; najczęściej słyszy się o brutalnym zabijaniu cywili, na czym tak naprawdę ma skupiać się gra. Powiem więcej: ma to być jej element flagowy. Co jednak najciekawsze, twórcy bronią się głównie nie przed ganieniem za obsceniczne promowanie nienawiści, a przed doszywaniem do tytułu łatki ideologicznej.

Rasizm, seksizm, a nawet faszyzm i neonazizm. Takich słów użyto przeciwko ekipie twórców, którzy na swojej stronie internetowej postanowili zareagować i w bardzo zdecydowany sposób odciąć się od przytoczonych doktryn. Powołując się na swoje korzenie i wspominając członków rodzin pomordowanych przez hitlerowców, team zażartował: postać zabija wszystkich, rasa nie ma znaczenia, płeć nie ma znaczenia, możecie nazwać tę grę najbardziej tolerancyjną, promującą równość. Tutaj każdy ginie.

Śmierć na scenie

Teatr antycznej Grecji charakteryzował się tym, że na scenie nie pokazywano aktu ludzkiej śmierci. Taka granica dobrego smaku nie dość, że dawno się przesunęła, to teraz zaczyna powoli zanikać. Dzieło ma szokować. Nie można jednak nie wziąć Hatred w obronę, a dokładnie zaatakować hipokrytyczne nastawienie graczy wobec produkcji. Jeszcze nie tak dawno społeczność graczy usprawiedliwiała twórców serii Grand Theft Auto przed oskarżeniami o jej brutalności i wątpliwej zasadności zastosowania tortur, teraz zgodnie kręcąc głową przy wymyśle Destructive Creations. A więc bestialstwa się nie usprawiedliwia, chyba, że akurat lubimy formę, w jaką jest ubrane?

Taki jest sposób ludzkiego myślenia. Winić można za to, idąc przykładem przypadku z lat 90-tych ubiegłego wieku, o którym za chwilę, marketing. Specjaliści od budowania wizerunku w pocie czoła starają się – często z oszałamiającym skutkiem – sprawić, by przemoc stała się… atrakcyjna. W Stanach Zjednoczonych, w ostatniej dekadzie XX wieku, siedemnastoletni Demetrick James Walker z zimną krwią zamordował swojego o rok młodszego kolegę, by zdobyć jego… buty. Firmowe, bo Nike’i. Obrońca Walkera powiedział w sądzie: Niedobrze, gdy sprzęt sportowy otacza aura luksusu, która zmusza ludzi, by się nawzajem zabijali. Jest to z pewnością przesadna interpretacja, choć trafnym w niej jest dosadne skwitowanie roli reklam na życie ludzi. Hatred jest o tyle bardziej niebezpiecznym przypadkiem, że tutaj „aura luksusu” otacza samą przemoc. Ktoś może powiedzieć: przecież seria GTA i wiele innych, bardziej brutalnych produkcji, w podobny sposób jest podawana graczom. O co zatem chodzi?

sss

Propaganda przemocy

Od momentu pojawienia się zapowiedzi Hatred, ekipa Destructive Creations rozchwytywana była w branżowych mediach. Udzielili masy wywiadów, w których odpowiadali głównie na pytania o kontrowersyjny charakter produkcji. Na pytanie RyJka w wywiadzie dla 1ndieworld dotyczące tego, czy gra będzie miała swój cel oprócz bezmyślnego zabijania ludzi, Jarosław Zieliński odpowiedział: zabijanie jest głównym celem, […] sama zabawa destrukcją i możliwość podejścia do wszystkich akcji z innej strony dają radochę. Nie chcę w żaden sposób atakować twórców za sam fakt brutalności, bo akurat ten aspekt jest do rozstrzygnięcia na zasadzie subiektywnej opinii. Chciałbym jednak poruszyć coś ważniejszego, do czego odnosi się również powyższa odpowiedź szefa Destructive Creations. Chodzi o usprawiedliwianie bestialstwa.

Postrzeleni ludzie konają powoli w agonii przez jakiś czas, gracz może do nich podbiec, nacisnąć przycisk i odpala się scenka dobijania, […] niektóre są bardzo chamskie (choć sadystycznymi bym ich nie nazwał – to jest chłodna eliminacja, nie sadyzm. Idąc za ciosem, posłużę się znów przykładem sprzed kilku akapitów – Grand Theft Auto. Warto przypomnieć sobie postać Nico Bellica. Przykładając pistolet do skroni większości z przeciwników bohatera gry, na których stosuje „chłodną eliminację”, zawsze jest to w pewien sposób uzasadnione fabularnie. Bellic nie jest dla gracza potworem, który nie posiada sumienia. Zabija tych, których musi, a zabić musi tych, którzy wyrządzili krzywdę wspólnikom Nico (lub jego kuzynowi). Rzecz jasna, płacą mu za to. Mimo to za każdym razem twórcy tłumaczą ustami protagonistów, dlaczego dana postać musi umrzeć. Zdecydowana większość kampanii FPS-ów, takich jak Call of Duty czy Battlefield przedstawia z kolei sytuację wojny, w której nasze przeżycie zależy od śmierci przeciwników. Znów: przemoc uzasadniona (mordercy, terroryści, „ci źli” muszą umrzeć dla dobra innych). Hatred nie tłumaczy okrucieństwa w żaden sposób.

Sadyzm? Ani trochę!

Oglądaliście sceny dobijania ofiar w zapowiedzi Hatred? Nie wiem, co dla Jarosława Zielińskiego jest sadyzmem, jeżeli te mordy nazwał chłodną eliminacją. Nie jest nią z pewnością patroszenie brzucha żyjącego jeszcze policjanta. Nie jest nią także zadawanie psychicznych cierpień policjantowi czekającemu na „wyrok”, gdy główny antagonista trzyma jego głowę między nogami i celuje w nią, odmierzając ostatnie chwile życia błagającej o litość ofiary. Nie widzę też „chłodnej eliminacji” w podnoszeniu krwawiącej kobiety na niewielką wysokość i wkładania jej pistoletu do ust. Nie, to z pewnością nie jest sadyzm, Panie Zieliński.

Bardzo nie podoba mi się kierunek, w którym poszło gliwickie studio. Jak zasugerował Oskar Śniegowski z Polygamiiskandale się sprzedają, co najbardziej niepokoi mnie przy odbiorze tytułu. Mam też nadzieję, że pokusa tępej rozrywki, polegającej na unicestwianiu kolejnych postaci bez cienia wzruszenia, nie udzieli się zbyt wielu osobom. Z chęcią jednak wysłucham kontrargumentów, jeśli takie pojawią się ze strony Destructive Creations. Może patrzę na grę zbyt radykalnie. A może w ogóle nie powinienem był na nią patrzeć? Zapraszam do dyskusji.

Foto: Destructive Creations

  • Dodo

    Ja się tylko zastanawiam, co myśleli sobie twórcy, tworząc taką chorą grę.

  • Sirrrian

    W zasadzie to nazwa studio – Destructive Creations – jak najbardziej pasuje do kreacji tej gry, ale co do samego „dzieła”… No nie wiem. Jeśli już ma być to wypuszczone, to moim zdaniem powinno być oznaczone przynajmniej 16+, chociaż… Tak jak padały już tutaj stwierdzenia a’propos serii Grand Theft Auto; to nie jest coś nowego, ale jeśli to ma polegać tylko na zabijaniu ludzi, to chętnie wszcząłbym jakąś dyskusję na ten temat. :P

    • Max Tsunder Kałucki

      Sam motyw zabijania nie jest czymś nowym, tu się zgodzę. Jednak sposób przedstawienia… To już troszkę bardziej skomplikowane.
      Nawiązując do wypowiedzi na temat GTA –
      „zawsze jest to w pewien sposób uzasadnione fabularnie. Bellic nie
      jest dla gracza potworem, który nie posiada sumienia. Zabija tych,
      których musi, a zabić musi tych, którzy wyrządzili krzywdę wspólnikom
      Nico”
      W tym wypadku takie rozwiązanie problemu jest
      uzasadnione. W HATRED jedynym „uzasadnieniem” jest to, że Bohater
      nienawidzi świata, Jego życie jest do bani, i chce pozabijać wszystkich.
      Seems legit? I don’t think so :/

  • Pingback: Hejt na Hejterów Hatred — PlayAllDay()