Nightmares from the Deep: Davy Jones – Recenzja

To nie Piraci z Karaibów, ani nie legenda. Nie stwór morski, choć również budzi grozę. Davy Jones, tytułowa postać z trzeciej części Nightmares From The Deep polskiego studia, którym jest Artifex Mundi, to pirat, który na swojej wyspie otoczył się istną armią sług, związanych z jego osobą specyficznym paktem. Wśród nieszczęśników znajduje się również Cory, córka głównej bohaterki – Sary Black. Casualowa produkcja, typowa pod względem mechaniki dla Artifex Mundi, zaskakuje fabułą i trzyma w napięciu aż do samego końca.

Rzeczą, o której wspomnieć należy na samym początku, jest to, iż gra Nightmares From The Deep: Davy Jones wydana została w dwóch wersjach. Pierwszą z nich jest zwykła, standardowa, zawierająca pełną historię. Ja jednak poszedłem o krok dalej i zdecydowałem się na wypróbowanie wersji kolekcjonerskiej i mam co do niej mieszane odczucia. Dzięki tej właśnie decyzji mogłem uświadczyć rozwinięcia opowieści, która odblokowana zostaje po przejściu podstawowej wersji tytułu, choć w dalszej części tekstu wspomnę o tym, dlaczego wersja ta nie jest opcją tak dobrą, jak mogłoby się zdawać. Wersja kolekcjonerska zawiera również dodatkowe achievementy, grafiki koncepcyjne, soundtrack, a także… grę planszową do wydrukowania. To właśnie z okazji dodania tego ostatniego elementu (a także stworzenia polskiej wersji językowej) warto na nowo zagłębić się w produkcję, która wydana została już pół roku temu.

I butelka rumu

Sara Black jest kustoszem muzeum, w którym zwołała konferencję prasową, potwierdzającą istnienie legendarnego pirata – Davy’ego Jonesa. Finalna część pirackiej trylogii rozpoczyna się dobitnym dowodem na potwierdzenie bytności tego ostatniego, ponieważ w trakcie konferencji Sara, wraz z jej córką, Cory, zostaje porwana przez pirata. Na statku Davy’ego Jonesa – bez większego zaskoczenia – okazuje się, że jego intencje wcale nie należą do przyjacielskich, a wszystko nie skończy się wspólną grą w karty. Oszukując Cory, postrach mórz i oceanów podpisuje z nią pakt, w którym zobowiązuje się, iż nie zabije jej matki, po czym rzuca ją morskim falom (paktu dotrzymał – sam nie targnął się na jej życie). Jako, iż Sara Black jest głównym bohaterem, w tym miejscu zaczyna się przygoda, której głównym celem jest odkrycie warunków paktu i jego unieważnienie.

Streszczając wydarzenia telegraficznym skrótem: pakt, o którym mowa, zobowiązuje Cory do pełnienia obowiązków służącej Jonesa. Celem gry, w której gracz wciela się w Sarę, jest uratowanie córki przed wieczną pracą nieustraszonemu piratowi. Rozwój wydarzeń przynosi z sobą jednak nieznane dotąd fakty, które stawiają korsarza w nowym świetle. Dowiadujemy się bowiem, iż Davy Jones ma córkę, na którą została rzucona klątwa. Młoda piękność, która zapadła w sen, z którego nikt nie potrafi jej wybudzić, okazuje się być kluczem do unieważnienia paktu. Zadaniem gracza, poznającego po drodze wiele postaci i rozwiązującego nie zawsze proste zagadki, jest przywrócenie dziewczynie życia i przywrócenie wolności Cory. Fabularnie gra najbardziej przypomina baśń – wszystko kończy się szczęśliwie, Cory zostaje uwolniona, a córka Jonesa, który sam obraca się w pył, budzi się ze snu. Najciekawszym w całej historii jest jednak poznawanie przeszłości groźnego pirata, który okazał się być niegdyś zwykłym, ubogim rybakiem, troszczącym się o swoją córkę.

Sposób przedstawienia historii naprawdę potrafi wzruszyć, gdyż Davy Jones w oczach odbiorcy zmienia się stopniowo z bezwzględnego okrutnika w kochającego, acz pełnego goryczy ojca. Kulminacja opowieści w postaci kończącego filmiku zakończona jest jednak nieco… zaskakująca. W negatywnym sensie, niestety – choć jest to najbardziej poruszający fragment gry. Gdy oto cała historia dochodzi do swego finału, w tle słychać melancholijnie nastrajającą muzykę, a przeszłość Davy’ego Jonesa zostaje już całkiem odsłonięta, nagle usłyszeć można aż nazbyt radosny okrzyk Cory, radującej się z zerwania paktu. Jednocześnie muzyka przestaje przygrywać i na ekranie widać już tylko roześmianą buzię dziewczyny. Być może był to zabieg zamierzony, choć na pewno – w przedstawionym wykonaniu – bardzo psujący nastrój.

Wiatr zagadek w żaglach fabuły

Oprócz zakończenia, o którym wspomniałem powyżej, trzeba przyznać, iż historia opowiedziana jest naprawdę dobrze – głównie za sprawą cząstek wspomnień Davy’ego Jonesa, ukrytych w ciałach kamiennych Strażników, rozsianych po całej wyspie, na której dzieje się akcja. Stopniowo poznając przeszłość pirata, jego uśpionej córki, a także alchemika, O’Malley’a, ciekawość gracza jest zaspokajana fragmentami, a całość nie nudzi się po kilkunastu minutach, lecz trzyma w napięciu aż do końca.

Trzecia część Nightmares from the Deep, tak jak i inne produkcje Artifex Mundi, pełna jest zagadek, mechanizmów do rozgryzienia i obrazków z przedmiotami do znalezienia. O ile wspomnianych obrazków w grze jest relatywnie więcej niż bardziej rozwiniętych, wymagających kombinowania zagadek logicznych, to muszę przyznać, że te ostatnie, gdy już się pojawiały, były dobrze przemyślane. To właśnie na nich opiera się mechanika gry i stanowi jej najbardziej rozrywkowy element. Ten aspekt sprawia z kolei, iż gra rzeczywiście jest produkcją dla graczy casualowych, szukających w wirtualnym świecie odprężenia od codziennych spraw. Cóż bowiem lepiej może poprawić nastrój, niż rozmowa ze szkieletami, wśród których jeden gra z główną bohaterką w kości (szkielet gra w kości, rozumiecie? He, he)?

2

Statek z przyczepką

Jak wspomniałem już wcześniej, wersja kolekcjonerska Nightmares from the Deep: Davy Jones przede wszystkim wzbogacona jest o przedłużenie głównego wątku. Tym razem – a jakże inaczej – ratować będziemy córkę Jonesa, porwaną przez złą wiedźmę. Przyznam szczerze, że momentami dodatek wiał nudą, jakby jego fabuła tworzona była na siłę – tak, jak i niektóre zagadki. Wersja kolekcjonerska dysponuje również grą planszową do wydrukowania, a także kilkoma innymi bajerami – takimi, jak achievementy, soundtrack do ściągnięcia, czy grafiki koncepcyjne. Nie można jednak przełożyć tego wszystkiego w sposób rozsądny na cenę, która różni się aż o 10 dolarów od wersji standardowej (ta ostatnia kosztuje 6,99 USD, podczas, gdy wersja kolekcjonerska kosztuje 16,99 USD).

Takie drobiazgi nie są jednak w stanie spowodować pogorszenia ogólnego odbioru gry przez moją osobę. Tytuł był dla mnie naprawdę przyjemny, choć momentami nużący – z pewnością jednak odpowiedni dla osób, siedzących pół dnia w pracy lub w szkole. Nie tak, jak ja. Pochwalić należy grafików, pracujących przy produkcji, dzięki którym gra wygląda tak ładnie. Nie jest to, co prawda grafika fotorealistyczna, a bajkowa, jednak – jak wiadomo – do stworzenia obu na wysokim poziomie potrzebne są niebywałe kompetencje, których w tym przypadku nie zabrakło. Kto zna poprzednie produkcje Artifex Mundi, ten wie, że studio charakteryzuje się w swoich dziełach taką właśnie szatą graficzną, przy czym z produkcji na produkcję widać coraz większe zaangażowanie w jej poprawę. Również animacje z tytułu na tytuł wyglądają coraz lepiej, choć momentami daleko im do ideału.

Summa summarum, tytuł ten należy polecić wszystkim, którzy szukają w grach przede wszystkim chwili wytchnienia. Trzecia część Nightmares from the Deep obfituje w zagadki i jest idealnym rozluźnieniem dla napiętych graczy. Piracką przygodę rozpocząć możecie na oficjalnej stronie Artifex Mundi, gdzie do pobrania jest darmowe demo gry, a także zakupić można jej pełną wersję.