„Pionek” – największy w polsce konwent z planszówkami

Wyobrażacie sobie konwent, na który wynajęta jest tylko jedna sala gimnastyczna, a wszyscy ludzie przyszli tylko po to, aby zagrać w gry planszowe? Oprócz tego, spróbujcie sobie wyobrazić, że konwent trwa 2 dni (na noc zamykany), jest darmowy i dosłownie pęka w szwach? No więc, kto nie był, może sobie wyobrażać, a ja na “Pionku” byłem i mogę zaświadczyć, że było bardzo ciekawie.

Impreza miała miejsce 13-14 Grudnia w Gliwicach. Pierwszego dnia przybyłem na miejsce o 10:00. Oficjalnie otwarcie miało mieć miejsce o pełnej godzinie, jednak ludzi wpuszczali już wcześniej. O ile dobrze pamiętam, to na miejscu było już 4 zapaleńców. Impreza mieściła się na dużej sali gimnastycznej (20x40m), a w niej tylko stoły i krzesła. Do godziny 11 już większość była zajęta, a o 13 już były “walki o stoł(k)i”. I tak do końca imprezy, czyli do godziny 18.

Gier do wypożyczenia było naprawdę dużo i to przynajmniej kilka z każdego wydawnictwa, zatem łatwo można było znaleźć coś dla siebie. Można było znaleźć zarówno gry dla nowych graczy (“Pędzące Żółwie”), jak i gry zaawansowne (“Gra o Tron”, “Battlestar Galactica”). Samo wypożyczenie było bardzo proste, gdyż wystarczyło tylko podać swoje imię oraz nazwisko i zabrać grę. Mimo wszystko, przy takiej ogromnej ilości osób, zdarzały się kolejki. Mam nadzieję, że w przyszłości organizatorzy pomyślą o większej ilości stanowisk, gdzie będzie można wypożyczyć lub zwrócić grę.

Bardzo fajnym pomysłem były plakietki z napisem “szukam gracza”, dzięki czemu osoby, które przychodziły same, mogły znaleźć partnera do gry. Jednak same plakietki były słabo widoczne. Może lepiej byłoby zainwestować w jakieś samo-stojące flagi, które byłyby widoczne z daleka, a gdy stół by się zapełnił, to flagę by się kładło płasko na stole. Oprócz tego była jeszcze tablica ogłoszeń, gdzie ludzie pisali swój numer telefonu oraz w co by z chęcią zagrali. Dawało to naprawdę ogromną ilość okazji do gry oraz poznania nowych ludzi.

Przy ścianach rozlokowane były różne wydawnictwa i sklepy, dzięki którym można było pograć oraz zakupić nowinki planszówkowe, których było naprawdę sporo (i stoisk i nowości). Prawdopodobnie największym hitem z nowości była gra planszowa “Wiedźmin”. Miałem szczęście w nią zagrać i muszę powiedzieć, że zdania były podzielone. Trzeba jednak pamiętać, iż gra była zaprojektowana tak, aby zainteresować grami planszowymi osoby, które nie znają tego typu rozrywek, więc zasady są proste, przez co doświadczeni gracze są w stanie znaleźć taktyki, które pozwolą w bardzo szybkim tempie nabić dużą ilość punktów. Gra natomiast broni się klimatem, który jest naprawdę wciągający.

Oprócz stoisk, które oferowały gry nowe, była też giełda używanych planszowek i nie tylko. Gry były naprawdę w bardzo dobrym stanie, gdyż podstawową zasadą umieszczenia swojej gry do sprzedania, była jej kompletność, czyli zawieranie wszystkich elementów potrzebnych do rozgrywki. Było to najbardziej oblegane stoisko na całym Pionku, gdyż egzemplarze były naprawdę tanie, a perełek (w randze: “co za szaleniec to sprzedaje?!”) było naprawdę dużo. A jak znajdę tę osobę, która sprzątnęło mi “Wsiąść do pociągu: Europa” sprzed nosa, to… z chęcią z nią zagram.

Tak samo, jak ostatnio, na terenie tego konwentu był bar z piciem oraz jedzeniem. Jak na  mini bistro, jedzenie było naprawdę dobre, jednak o godzinie 16 usłyszałem, że jedzenia już brakuje (prawdopodobnie chodziło głównie o ciepłe jedzenie, typu zupa czy bigos).

Reasumując, XXIII wydanie Pionka było naprawdę dużą imprezą, która moim skromnym zdaniem przerosła oczekiwania organizatorów, gdyż po paru godzinach już zaczęło wszystkiego brakować (a najbardziej to miejsca). Nie zmienia to jednak faktu, że impreza była bardzo udana i naprawdę żal było mi stamtąd wychodzić. Był to tak bardzo oblegany konwent, że mam nadzieję, iż w przyszłości znajdzie się dla nas jeszcze większe miejsce. Lub zamiast co pół roku, może impreza będzie się odbywała co miesiąc?