Recenzja The Binding of Isaac: Rebirth

Od premiery Binding of Isaac minęły niemal 3 lata. Od tamtego czasu otrzymaliśmy zaledwie rozszerzenie Wrath of the Lamb, gdzie twórcy dodali więcej pomieszczeń i jeszcze więcej przedmiotów do zdobycia. Co zatem może zaoferować nam nowa część przygód Isaaca? Opisując w trzech słowach: brzydziej, więcej, lepiej.

Brzydziej

Grafika nie jest najważniejszym elementem gry – szczególnie w produkcjach indie – ale warto zwrócić uwagę na stylistykę. W podstawowej wersji The Binding of Isaac była miksem komiksu z bajką i dawała całkiem oryginalny efekt. Najbardziej jednak ceniłem to, że grafika była “czysta”. Bez niepotrzebnych szumów i filtrów, które sprawiają, że obraz jest mniej czytelny.

Niestety w przypadku Rebirth sprawa wygląda inaczej. Twórcy pokusili się o zmianę szaty graficznej i postawili na pixelart. Nie wiem skąd ten pomysł, skoro stworzono sprawdzoną stylistykę. Jak dla mnie pomysł zupełnie chybiony – gra stała się mniej czytelna, a piksele wręcz kłują w oczy. Ta wizualizacja gry sprawiła, że po godzinie walki ze sobą byłem bliski porzucenia gry w kąt. Na szczęście coś mnie tknęło, aby w menu opcji poszukać rozwiązania. Ku mojemu zdziwieniu, znalazłem! Wystarczy włączyć filtr, który wygładza grafikę. Dzięki niemu piksele już nie są tak widoczne, choć strzępy tekstur wciąż są zauważalne. Gra nie stała się piękna, ba, wciąż nie dorównuje pierwowzorowi. Jest to jednak kompromis pomiędzy pierwszą częścią a Rebirth. Dla mnie, jako sceptyka pikselozy, grafika stała się akceptowalna na tyle, że nie odpycha od monitora.

Niemniej jednak duże grono osób chwali szatę graficzną nowych przygód Isaaca. Każdy podchodzi do sprawy indywidualnie, ale jeżeli nie jesteście fanami Minecrafta, czujcie się ostrzeżeni.bosr2Skoro zacząłem od oprawy wideo, wspomnę również o audio. Niestety i w tym przypadku jest gorzej względem pierwowzoru. Dźwięki zostały żywcem skopiowane z pierwszej części – co też trochę rozczarowuje – jednak ścieżka dźwiękowa została nagrana na nowo i… jest gorzej niż było. Muzyka jest wyraźnie cięższa, traci przy tym swój specyficzny klimat. Na dodatek w grze panuje monotonia – przez pierwsze poziomy, wciąż przygrywa nam ten sam utwór, co staję się po czasie męczące. Szkoda, że twórcy nie zdecydowali się na przeznaczenie większej ilości piosenek już do pierwszych plansz. Cały soundtrack składa się z 31 utworów.

Jeśli chcielibyście się zdecydować na zakup soundtracku przez Steama – uważajcie. Zamawiając grę wraz ze ścieżką dźwiękową przedpremierowo, nie ma możliwości pobrania muzyki. Wielu użytkowników zgłaszało ten problem i wszystko wskazuje na to, że wina leży po stronie serwisu Gabe’a Newella. Do tej pory nikt nie zajął oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Jeśli planujecie zakup, wstrzymajcie się do czasu wyjaśnienia sytuacji.

Więcej

Przed premierą Rebirth Edmund McMillen zapewniał, że osoby, które spędziły setki godzin z jego grą i tak będą zadowolone masą nowości i zmian w grze. Chociaż producent rozminął się z prawdą, mimo wszystko można zauważyć różnice.
Największą zmianą są nowe pomieszczenia o dużych wymiarach. Trafiamy na nie średnio raz na poziom. To miła odmiana, biorąc pod uwagę standardowe lokacje. Co ciekawe, nie są one wyłącznie kwadratowe, ale mają też proporcje prostokąta. Mała rzecz, a cieszy. Zupełnie inaczej można zaplanować walkę w przestrzeni, która zapewnia więcej możliwości manewru, ale także większą ilość przeciwników. Dzięki temu gra staje się bardziej dynamiczna i emocjonująca. Szkoda tylko, że duże plansze nie zostały wykorzystane w ciekawszy sposób, choćby do walk z bossami.bosr4Na szczęście twórcy w kwestii plansz nie skupili się wyłącznie na dużych lokacjach, ale również zadbali o te mniejsze, dokładając więcej interaktywnych elementów. Znajdziemy tu m.in. nowe kupy (sic!), dzbany czy grzyby. Oczywiście jest tego znacznie więcej, jednak pozwolę Wam to samodzielnie odkryć.
Jeśli wierzyć twórcom, jest aż 450 nowych przedmiotów. I chyba trzeba im wierzyć, bo co krok znajdujemy nowy ekwipunek, który nie raz zaskoczyć potrafi swoim działaniem. Niestety trochę gorzej wygląda sprawa z przeciwnikami: są nowi, choć jest ich niewielu, a większość z nich to wariacja na temat tego, co już było w The Binding of Isaac. Osoby, które miały do czynienia z grą, bez problemów poradzą sobie z wieloma przeciwnikami czy bossami. Wiedzą, jak z danym oponentem walczyć, bo spotkali go wcześniej. Nowi gracze tego nie odczują, ale wprawionym może to sprawić zawód. Prawdopodobnie odciągnie ich to od grania na jakiś czas.
Tytuł ratować może lista wyzwań, która liczy ich aż 20. Każde z nich stawia gracza w innych okolicznościach, z innymi mocami, jednak cel jest niezmienny – pokonać matkę. Nie będę zdradzać szczegółów, aby nie psuć Wam zabawy, bo jedną z największych przyjemności serii The Binding of Isaac jest odkrywanie pomysłów twórców, a tych im nie brakuje.bosr5Na koniec zostawiłem grupę bohaterów, którymi możemy zagrać. Domyślną i jedyną dostępną na początku postacią jest tytułowy Isaac. Po spełnieniu odpowiednich kryteriów (np. przejdź 2 poziomy bez straty życia) dostępni są protagoniści z poprzedniej części tj. Magdalene, Cain, Judas i Eve oraz kilka nowych twarzy. W sumie pulę bohaterów rozszerzono aż do 9, a każdy z nich ma inne statystyki i moce. To sprawia, że granie każdym z bohaterów jest zupełnie inne, szczególnie na pierwszych 2-3 poziomach.

Lepiej

Lepiej został wykonany niemal każdy element, który nie wpływa bezpośrednio na gameplay, ale ma znaczenie przy ogólnym odbiorze.
Przede wszystkim gra została stworzona na nowym silniku dzięki czemu możemy cieszyć się stałymi 60 klatkami na sekundę. Patrząc z perspektywy czasu trochę dziwi fakt, że dopiero teraz udało się osiągnąć pożądaną płynność.
W Rebirth został rozbudowany HUD, dzięki któremu dociera do nas wreszcie więcej informacji. Wiemy, za ile pokonanych plansz będziemy mogli ponownie użyć zdobytego przedmiotu oraz jesteśmy informowani, jakie współczynniki daje nam zebrany ekwipunek. To istotna zmiana, ponieważ w poprzedniej części trzeba było zaglądać do wiki gry, aby dowiedzieć się, co właściwie zyskujemy przy zbieraniu przedmiotów. Część osób uzna to za niepotrzebne uproszczenie, gdyż przeczesywanie Internetu w celu znalezienia informacji ma swój urok, choć wygodniejsze jest posiadanie danych w jednym miejscu.

Ciekawym dodatkiem jest możliwość włączenia licznika, który pokazuje ile czasu spędziliśmy podczas zwiedzania kolejnych komnat. Dla jasności – jest to czas zliczany wyłącznie w obrębie jednej rundy, a nie czas spędzony ogólnie na grze. Miły ukłon w stronę speedrunów, które pojawiały się już w pierwszej części, a które nagrywane były przez zapaleńców.bosr7Kolejnym ukłonem w stronę fanów serii jest udostępnienie nowego, wyższego poziomu trudności. Cieszy fakt, że twórcy nie poszli na łatwiznę i nie obrażenia od potworów są większe, ale i ilość samych potworów znacznie wzrosła. Początkowo różnica nie jest zauważalna, trudności zaczynają się na 2-3 poziomie.
Ulepszono, a właściwie wzbogacono listę statystyk, tak bardzo przez wszystkich uwielbianych. Mamy tu takie informacje jak ilość zgonów, zabójstw ostatniego bossa, zebranych elementów, a nawet serie zwycięstw lub przegranych. Ostatnie kryterium szczególnie przypadło mi do gustu, bo motywuje, aby cały czas grać ostrożnie i starać się zdobywać jak najwyższy wynik. Zapewne nieraz będzie to powód do dumy i pochwalenia się wśród znajomych.

Podsumowanie

The Binding of Isaac: Rebirth to z pewnością dobra gra, lecz nie pozbawiona wad. Nie uniknęła przede wszystkim problemów wtórności, który dotyka prawię każdą serię. Szkoda, że nie udało się tego pozbyć, ponieważ pośród gąszczy sprawdzonych kreacji jest całkiem sporo intrygujących pomysłów.
Problem z oceną The Binding od Isaac: Rebirth jest taki, że inaczej grę odbierze fan serii, który zapewne poczuje pewien niedosyt, a inaczej osoba, która pierwszy raz ma styczność z produkcją Edmunda McMillena. Początkujący z pewnością grą będzie zachwycony i co rusz będzie odkrywać ją na nowo przez mnogość elementów. Jedno jest pewne – wszyscy będą się wyśmienicie bawić i zostaną pochłonięci przez grę na długie godziny. Dlatego wystawiam grze mocną ósemkę. Nowi gracze mogą śmiało podnieść ocenę o pół, a nawet o jedno oczko.

Ocena: 8/10

  • Bronyy

    Soundtrack gorszy od oryginalnego?? CO TY K***A ĆPAŁEŚ??!!! Sorki za moje uniesienie, ale ja przy tej grze spędziłem już ok. 42 godziny i wiem, że ścieżka dźwiękowa powala. A i grafika jest niezła.

    W mojej ocenie gra ma 10+/10. I coś gdzieś takim ignorantom jak autor recenzji.

    • Witeak~

      Heh. A aktualnie to ty się popisałeś brakiem tolerancji.

  • Głupi Śmieć

    edmund od poczatku chcial efekt „starej gry” :v

  • Chenoh

    Jeżeli o grafikę chodzi to po włączeniu shadera oczy się przyzwczajaja po 10h gry. Widzę że recenzent nie zapoznał się do końca z grą bo są walki z bossami w pokojach 2×1, w the womb/utero można trafić na unikalnego bossa pojawiającego się tylko w pokoju 2×1 oraz bossy „double trouble!” czyli walka z dwoma bossami w jednym pokoju 2×1. Sound track jest inny i niestety jest go mniej, ale wcale nie jest gorszy, dużo bardziej pasuje do nowej szaty graficznej, która miała być we flashowej wersji isaaca, co do płynności drogi recenzencie, na starym silniku nie mogliśmy doznać 0 klatek na sekundę ponieważ flash najzwyczajniej takiej ilości nie obsługuje.
    W mojej opinii gra zasługuje na 9,5/10 ze względu na jednak nieco ubogi soundtrack. A recenzentowi polecam najpierw zapoznać się z grą dłużej niż przez 5 godzin bo tyle najzwyczajniej nie starczy.

  • Witeak~

    Mnie osobiście zachęciło do gry. Dzięki ;-;