The Sims 4 – Recenzja

Ach, Simsy! Gra dla mnie prawie tak sentymentalna jak seria The Elder Scrols. W „Trójkę” mam przegrane łącznie około 230h i posiadam wszystkie dodatki, więc The Sims 4 kupiłem z bardzo dużymi nadziejami. Część z nich EA spełniło znakomicie, a o innych chyba zapomnieli, ale przejdźmy do rzeczy.
Najnowsza odsłona serii posiada wiele ciekawych nowości. Na pierwszy rzut oka po odpaleniu gry widzimy minimalistyczne menu. Jedno kliknięcie myszki i jesteśmy w kreatorze Sima, który jest według mnie najlepszym kreatorem postaci jaki dotychczas mogliśmy znaleźć w grach. Nie doświadczymy już suwaków czy liczb, wszystko to zastąpi nam ruch myszki: wystarczy pociągnąć za interesujący nas fragment i… już. Na starcie mamy do dyspozycji mocno ograniczoną ilość fryzur czy elementów garderoby, jednakże każdy znajdzie coś dla siebie. Trzeba wspomnieć o tym, że kreator jest bardzo intuicyjny. Wszystkie rzeczy są poukładane w przemyślany sposób.Wszystkie długie brody znajdują się w osobnej kategorii, a koszulki polo mają swoją zakładkę. Zmienił się również system aspiracji Simów: teraz po wybraniu aspiracji dostajemy jedną cechę jej przypisaną.

The-Sims-4-3

Przykładowo: ja stworzyłem pana Padowskiego, chce on być w przyszłości guru techniki, więc dostałem umiejętność „Szybko się uczy”. Warto wspomnieć także o wyglądzie postaci, który – przyznam szczerze – powalił mnie. Simowie są śliczni, minimalnie przekolorowani, ale tego bym się spodziewał po wirtualnym domu dla lalek. Po wybraniu jeszcze tonu głosu oraz stylu chodzenia, co swoją drogą jest niezłym pomysłem, wyruszyłem w świat.
Tu czekało mnie bardzo duże rozczarowanie, ale o tym troszkę dalej. Niezrażony tym faktem, wybrałem pustą działkę i rozpocząłem grę.

Od razu rzuciło mi się w oczy tempo ładowania gry, które na moim komputerze trwało zaledwie 3 sekundy, co w porównaniu z trzema minutami ładowania The Sims 3 jest sporą różnicą. Sam system budowania jest świetny, twórcy dopieścili go pod każdym względem. Po 15 minutach pan Padowski miał ściany, dach, drzwi i okna. I tu jest coś, za co najchętniej poszedłbym do twórców i uścisnął dłoń: można dodawać okna bezpośrednio do pokoju. Skończyło się liczenie pól, wysokość okien również jest naszym wyborem.

ts4_build_4

Czas na meblowanie. Tu już tak różowo nie było, mała ilość przedmiotów dawała się we znaki. Jestem świadom tego, że za 3 dodatki będzie dobrze, ale niesmak pozostaje. Niestety, nie było też wielkiego wyboru posadzek czy możliwości pomalowania ścian.

W końcu trzeba było znaleźć jakąś pracę. Tu również się zawiodłem. Mimo pojawienia się kilku nowych zawodów tj. astronauta, agent specjalny czy satyryk, brakowało mi tych znanych z trzeciej części gry. Lekarz czy policjant najwidoczniej wyszły z mody. Otwiera to jednak potencjalne drogi kolejnym płatnym DLC, w końcu ta seria z nich słynie.

Przejdźmy do uczuć, jednego z najbardziej reklamowanych elementów gry. Bałem się, że powtórzy się historia SimCity. Na szczęście bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Uczucia i zróżnicowanie zachowań to coś, na co każdy fan serii czekał. Padowski został malarzem (praca trudna z początku ale bardzo opłacalna później). Mechanika uczuć i interakcji powaliła mnie, gdy zabierałem się za pierwszy obraz. Potrzebowałem inspiracji, a z pomocą przyszła mi… książka przeczytana podczas oglądania telewizji. Wielozadaniowość też jest bardzo dużą zaletą, ale o tym za chwilę. Gdy już się zainspirowałem mogłem namalować lepszy obraz. Tak samo jest z pisaniem książek, np. gdy Sim ma humor flirciarski, może pisać romansidło. Rozbawiony? Napisze komedię. Wracając do wielozadaniowości: nasz Sim może wykonywać do 3 czynności jednocześnie. Co prawda trwa to dłużej, ale kto by nie chciał naraz biegać na bieżni, oglądać telewizji i rozmawiać z rodziną?

Games-The Sims 4

Niestety, w innych aspektach nie jest tak kolorowo jak by się mogło wydawać. Zacznijmy od otoczenia: tutaj EA zrobiło krok w tył. Nie dostajemy otwartego miasta, a samo przejście między domem Sima a sąsiadem jest przedzielone ekranem ładowania. Mi osobiście takie rozwiązanie bardzo się nie podoba. Otoczenie jest po prostu nudne. Niegrani Simowie nie starzeją się, nie zmieniają karier. To niestety również jest krok w tył. W trójce bardzo podobało mi się żywe, pełne różnych Simów otoczenie.

Czas na tą część, w której będę już tylko krytykował (choć w porównaniu do mojej ostatniej recenzji Sacred 3 i tak mało złych słów się tu pojawi). Brak wielu rzeczy boli mnie jako fana serii (tak, zdaję sobie sprawę jak to brzmi z ust mężczyzny). Zabrakło ważnych miejsc oraz NPC. Dlaczego co rano nie dostaję gazety? Dlaczego nikt nie chce mnie okraść? Brakuje mi samochodów, basenów czy nawet głupiego cmentarza. Gra jest ładna – to prawda, ale dużo się nie zmieniło. Przez pierwsze dwa dni granie w The Sims 4 było, cóż, ładnie mówiąc męczące. Błędów znalazło się dużo, więcej niż powinno przypaść na tytuł takiej skali.

Podsumowując, gra The Sims 4 daje duży powiew świeżości, kilka aspektów zostało wykonanych znakomicie a kilka po prostu spartaczonych. Ogólnie nowe Simsy mnie ujęły. W sam dzień premiery grałem w nie około 10 godzin. Jak na razie wciąga, zobaczymy co będzie dalej. Założę się, że nawet gdyby podstawowa wersja zaczęła się nudzić, to dodatki skutecznie naprawią ten problem.

  • Hella Adler

    Fanką serii nigdy nie byłam, lubiłam sobie czasem pobudować domki i poubierać simy, ale to na tyle. 3ka nie przekonała mnie do siebie wcale, jedyne co mi się podobało to otwarty świat. Po przeczytaniu recenzji mam wrażenie, że czwarta odsłona tej gry jest poprawioną dwójka, zapewne za jakiś czas ją sprawdzę, ale szczerze ciśnienia nie mam, szczególnie, że jeśli nie ma basenu, to nie będę mogła w nim topić simów. :<

  • Pingback: The best of PlayAllDay.pl — PlayAllDay()